Linki »
Serwis »
Forum »
Firmy »
Kontakt »
Strona główna »
Strona Główna
Bocian biały on-line
Wyszukiwarka
Wczoraj i dziœ
Międzyrzecze
Samorzad
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Zespół Szkolno Przedszkolny
Międzyrzecze
Przedszkole Marcinek
Międzyrzecze
GOK
Międzyrzecze
Biblioteka
Międzyrzecze
Ośrodek Zdrowia
Międzyrzecze
Parafie
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Stowarzyszenie Przyjaciół Międzyrzecza
Międzyrzecze
OSP
Międzyrzecze
Międzyrzecze
KGW
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Zespół Międzyrzeczanie
Międzyrzecze
Emeryci
Międzyrzecze
Kluby sportowe
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Koło łowieckie
Międzyrzecze



Pozdrowienia    dodaj
Temat miesišca
Strona główna
powrót

List ks. Erwina Miklera do parafian w Bergfelden 

    Międzyrzecze, poczta Wapienica (przez Bielsko, dnia 21 listopad 1941)

 
Drodzy parafianie,

pozwólcie, iż złożę serdeczne podziękowania za wszystkie wiadomości, które otrzymałem i na które do tej pory nie odpowiedziałem. Przede wszystkim dziękuję jednak za pamięć i życzenia z okazji ślubu, jak również za piękną książkę, którą otrzymaliśmy z żoną jako prezent. Minęło 5 miesięcy od momentu jej otrzymania. I tak z dnia na dzień, potem z tygodnia na tydzień przesuwałem moment napisania tego listu z podziękowaniami. Nie to, bym nie chciał go napisać. Odkładałem jednak ten moment, aby do Was napisać. Aż dzisiaj postanowiłem ostatecznie to zrobić. Już po tym możecie wywnioskować, że jestem w domu. Oczywiście oczekuję codziennie powołania mnie do służby wojskowej.
W połowie sierpnia zostałem powołany do 31 grudnia, z tym dniem jednak moje powołanie zostało wypowiedziane, a to oznacza dla mnie czekanie. W tym czasie mogę wykonywać swoją służbę dla parafii. Prywatnie jestem zadowolony, gdyż nie zostawiam mojej żony Dorle samej z jej obowiązkami szkolnymi i domowymi. A pracy jest bardzo dużo, czasami nawet więcej niż można zrobić. Chciałbym trochę napisać Wam o nas, tak abyście mogli choć trochę wyobrazić sobie nasze życie tutaj, a tym samym odpowiedzieć na pytania, które docierają do nas w każdym waszym liście. Jeszcze przed rokiem nie wyobrażaliśmy sobie nawet, iż tak szybko weźmiemy ślub. Chcieliśmy pobrać się po wojnie, a nawet jeszcze trochę poczekać. Gdy jednak moje powołanie do wojska miało nadejść, odważyliśmy się na ten krok i cieszymy się, iż nie czekaliśmy dłużej. Gdyby każde z nas miało tkwić w osobnej miejscowości, z dala od siebie, to lepiej że jesteśmy razem w jednej. Ta myśl towarzyszy nam każdego dnia i utwierdza nas w przekonaniu, iż postąpiliśmy właściwie. Moja żona chciała zrezygnować z pracy, jednakże jej wniosek został odrzucony. Powodem jest zbyt mała liczba nauczycieli na naszym terenie. Akurat w Międzyrzeczu zwolniło się miejsce w szkole i została przeniesiona tutaj. Codziennie o 8 rano udaje się do szkoły na zajęcia przechodząc tylko przez plac kościelny. Dla kobiety, która dodatkowo zajmuje się domem, te 32 godziny tygodniowo to duże wyzwanie. Zważywszy jednak na fakt, że nie ma innego wyjścia, musi tak być. Wiosną tego roku wystawiono na naszym terenie tzw. „folkslisty”. Wnioski do wpisów na listę – cały zeszyt, który dodatkowo jest do wypełnienia w trzech egzemplarzach – zawierają krótką notkę o pochodzeniu dla każdej z osób (pochodzeniu aryjskim), tak że parafie mają pełne ręce roboty. Kancelarie parafialne są pełne ludzi od wczesnych godzin rannych aż do późnego wieczora. Cieszyn i tamtejsza parafia miała przez pewien czas 3000 zgłoszeń od ludzi, którzy powinni się tam byli zgłosić i mogła przy naprawdę dużym zaangażowaniu pracowników zrealizować tylko dziennie nie więcej niż 75 zaświadczeń. Także w naszej małej parafii w Międzyrzeczu mieliśmy z tym dużo pracy przez prawie 3 miesiące. Już przed 8 rano przychodzili ludzie do kancelarii, i z krótką przerwą na obiad, pracowaliśmy do zmroku załatwiając ich sprawy. Jednego dnia mieliśmy interesanta, który przyszedł do kancelarii kwadrans po biciu wieczornych dzwonów. Wiele dokumentów (tł. chodzi tutaj o tzw. Ahnenpass – dokument potwierdzający aryjski rodowód obywateli III Rzeszy wprowadzony w 1933 roku) zalegało kancelarię, a niektóre z nich są tam do dnia dzisiejszego. Od pierwszego dnia września – niestety liczenie zacząłem dopiero, gdy minęło największe zamieszanie – aż po dzień dzisiejszy osobiście wypełniłem 360 takich dokumentów. Jednakże cały ten nawał pracy jest do zniesienia. W związku z obowiązkami nie brałem udziału w pracach w ogrodzie, także mojej żonie praca w szkole zajmuje tak dużo czasu, iż wszystkie prace musieliśmy powierzyć naszej niezastąpionej gosposi, która pracowała na parafii za czasów mojego poprzednika 8 lat. Naturalnie także dla niej jest o wiele za dużo tej pracy w ogrodzie. Po obu stronach domu znajduje się ogród, za kościołem duży ogród warzywny, który w związku z tym, iż jest połączony w kawałku z polami naszych sąsiadów, dajemy do zaorania. Do tego mamy jeszcze hektar pola, który w jednej trzeciej obsadzony jest ziemniakami a w dwóch trzecich obsiany zbożem. Mieliśmy plany, by po jesiennych zbiorach zabudowania gospodarcze wraz z podwórzem zapełnić kurami i innym ptactwem domowym, może też hodować świnię. Niektóre z naszych planów udało się urzeczywistnić. Brakuje jeszcze świni, za to mamy cały tuzin różnych królików, w tym dwa przepiękne króliki rasy angora, białe, z sierścią długości 6 centymetrów, które udało nam się już raz ostrzyc, gdyż dają piękną sierść. Dziwicie się pewnie, jak jako ksiądz wiem to wszystko i przede wszystkim, kiedy znajduję na to czas. Oczywiście zdarza się, że całymi tygodniami nie zaglądam do pomieszczeń gospodarczych i często cieszę się tym wszystkim patrząc z okien parafii na podwórko. Ilekroć jednak jestem wśród królików, kaczek czy kur za każdym razem widzę, że ten rolnik miał rację, mówiąc do mnie: drogi księże, ksiądz musi trzymać choć kilka królików, aby mieć okazję pomyśleć o czymś innym! Chwila spędzona wśród zwierząt jest dla mnie odpoczynkiem od tych wielu godzin spędzonych na pracy w kancelarii parafialnej, do której dochodzi jeszcze całe zarządzanie parafią. Moi dwaj poprzednicy zostawili mi dużo pracy. To takie niewidoczne, ale bardzo pracochłonne zajęcia, które zajmują całe dni, tygodnie, miesiące. Wszystkie rachunki związane z funkcjonowaniem parafii, do tego 4 szkoły i cmentarze, dla których prowadzone są częściowo lub w całości odrębne księgi rachunkowe. Do tego kartoteka parafialna, zawieranie umów najmu i pozostałe zwykłe sprawy, które są obce pracy księdza, a których wymagają urzędy nie bacząc na brak zbyt wielkich umiejętności w tych dziedzinach u księdza. Równocześnie dochodzą do tego sprawy związane z remontami i nowymi inwestycjami na najbliższe lata, których planowanie, przygotowanie i przeprowadzenie także należy do zadań księdza jako rezydenta parafii. W ubiegłym roku doprowadziliśmy do dobrego stanu mieszkanie na parafii znajdujące się na górnym piętrze domu parafialnego. Z jednego ogromnego pomieszczenia wydzieliliśmy dużą kuchnię, pokój dzienny, łazienkę i spiżarkę, w kolejnym pokoju wybudowaliśmy dodatkową ścianę. Trzy kolejne pokoje pozostały niezmienione, tylko w jednym, które służy nam jako sypialnia, zamurowaliśmy jedno okno, aby można było wstawić dwa łóżka, ponieważ pokój ten pomimo swojej wielkości składa się z wielu niewielkich kawałków ścian, pomiędzy którymi znajdują się okna i drzwi. Musieliśmy także w tym roku pomyśleć o wymianie zewnętrznych okiennic, które miały już około 65-70 lat, były całkowicie zbutwiałe i nieszczelne. Przed miesiącem murarze przygotowali wszystko do zmian i mam nadzieję, iż mimo dużych trudności udało się dobrze przeprowadzić te remonty i zmiany.
W międzyczasie mieliśmy problemy z dostawą wody na parafii w związku z awarią pomp wodnych i zardzewiałymi rurami. Także i tym musiałem się zająć mimo braku wiedzy w tym temacie. Prace w polu związane z wymianą 70 metrów rur zostały też zakończone. Nowe rury zostały zakopane, elektryczna pompa wraz z silnikiem jest już na miejscu, tylko kocioł ciśnieniowy tkwi gdzieś na kolei niedostarczony. W związku z tym wodę do domu musimy nosić z około 40 metrów oddalonej studni i mamy nadzieję, że taki stan rzeczy potrwa już niedługo. Pieniędzy na dalsze inwestycje niestety już nie mamy, a jeszcze musimy poradzić sobie z długiem 11.500 marek niemieckich. Dlatego zwróciłem się do fundacji Gustawa Adolfa w Cieszynie, których składki członkowskie w tym roku wyniosły 17.500 marek niemieckich (średnia na mieszkańca w Międzyrzeczu wynosi 27,4 feniga i średnio 1,37 przypisane jest na każdego członka) i od tej części po podziale chcielibyśmy uzyskać jedną trzecią pomocy. Ofiarność znacznie wzrosła w porównaniu do ubiegłych lat. W sprawozdaniu superintendenta składki te zapisane są na dwudziestym miejscu na liście głównej fundacji.

Na parterze naszej ogromnego domu parafialnego znajduje się tylko kancelaria. Trzy pomieszczenia położone w prawej części budynku będą w najbliższym czasie połączone w jedno tak, aby powstała duża sala parafialna, mogąca służyć także jako miejsce spotkań dla konfirmantów i innych. Podczas wojny jest jednak nie do pomyślenia, aby mieć wystarczającą ilość rąk do pracy i liczyć na przydział potrzebnych materiałów. Dlatego dużo pracy pozostaje ciągle w planach. Ale człowiek myśli – a pan Bóg kieruje. Mam także w planach utworzenie jednego pomieszczenia z przeznaczeniem na lekcje religii, to które mam obecnie musi mi jednak wystarczyć. Jak do tej pory nie mam jeszcze zajęć z religii, nie licząc dwuletnich zajęć z konfirmantami. W szkole w Międzyrzeczu moja żona uczy religii, a w Mazańcowicach nie ma takich zajęć z uwagi na ogromne kłopoty z dostaniem się tam. Właśnie dlatego, że Międzyrzecze i jego okoliczne miejscowości są tak daleko od siebie położone, nie mogę sobie dzisiaj zbyt jasno wyobrazić mojego urzędowania tutaj. Jak mnie jednak poinformował superintendent z Cieszyna, mogę liczyć na pomoc sąsiedzką, ale również na pomoc pewnego księdza przesiedlonego na tereny wschodniej części Bielska, Wadowic i Żywca wraz z grupą Niemców z Bukowiny. To jednak w przypadku naszej parafii nie wchodzi w rachubę, gdyż akurat na naszym terenie nie ma żadnego obozu przesiedleńczego, do którego mogliby oni zostać przeniesieni. Szkoda. Prawdopodobnie jednak kilka rodzin rolników zostanie wysiedlonych ze swoich gospodarstw, te następnie zostaną połączone w większe gospodarstwa. Kłopoty w parafii związane ze sprawami wysiedleń i przesiedleń nie na tym się kończą i nie potrafimy sobie wyobrazić, jak będzie wyglądał cały nasz kościół ewangelicki unii pruskiej (tł. unia pruska – połączenie w 1817 roku z inicjatywy Fryderyka Wilhelma III kościołów luterańskiego i kalwińskiego w Królestwie Prus w jeden kościół krajowy). Prowincja kościoła śląskiego z konsystorzem we Wrocławiu, do którego my należymy, powinna temu zaradzić. (…) Parafie w obecnej chwili są na własnym rozrachunku czerpiąc pieniądze ze składek i ofiarności parafian. Postanowiono utworzenie kasy kościelnej i wtedy poprzez konsystorz będzie można otrzymać wsparcie finansowe dla parafii. Parafia Międzyrzecze powinna w tej sytuacji otrzymać pomoc jako druga w kolejności.

To tyle „z grubsza”, tak abyście mogli wyobrazić sobie nasze życie tutaj. Kazania, nauka religii, obok tego niewielka i rzadka posługa duszpasterska w postaci krótkich wizyt domowych – tak wygląda moja praca, wszystko inne jest dopiero w planach. Cieszę się jednak bardzo z tego co robię i jestem wdzięczny za to. Wasze zaproszenie do Bergfelden, gdzie miałbym wygłosić kazanie na spotkaniu w ramach Bratniej Pomocy Gustawa Adolfa bardzo mnie cieszy. Na tego typu spotkaniach kazania swoje wygłaszają znani mówcy i pastorowie, ja jednak też chętnie to zrobię. Cieszyłbym się bardzo z możliwości odwiedzenia tego bliskiemu mojemu sercu miejsca, to byłaby o wiele lepsza okazja opowiedzenia wam o wszystkim tutaj, niż jeden raz w roku opisywania tego w liście. Dziękuję za przesłane mi życzenia od księdza dr. Wagnera z Wrocławia.

Serdecznie was pozdrawiamy i życzymy wam i dzieciom radosnego i błogosławionego czasu adwentu.

                                                   Erwin i Dorle Mickler


w/w tekst został przesłany wraz z fotografiami przez syna ks. Erwina Miklera – Gottfrieda z Niemiec a przetłumaczony na język polski przez Panią Lidię Szarek z Mazańcowic.

 

opracował: Mariusz Fender

ks. Erwin Mikler
Kościół i gospodarstwo parafialne 1941r.
ks. Erwin i Dorota Mikler
Dom Parafialny 1941r.
Chór Parafialny - 1940r. Na zdjęciu min. Zuzanna Szarek z d. Piszczek(M.G), Anna Fender (M.D ), Emilia Kurzius(M.G 190), Katarzyna Biesok (M.D 72), Helena Fuchs (M.D 101), Ewa Badura (M.G 32), Maria Kukla (M.D.16)
ślub ks. Erwina Miklera z Dorotą Urwałek 
14.04.1941 r. Bielsko
zaręczyny ks. Erwina Miklera z Dorotą Urwalek - 1940r.
powrót
Komentarze

W celu dodania komentarza musisz być zalogowany na forum serwisu miedzyrzecze.org.pl. Jesli posiadasz konto kliknij w link i zaloguj się.
Copyright ⓒ Stowarzyszenie Przyjaciół Międzyrzecza 2007-2015