Linki »
Serwis »
Forum »
Firmy »
Kontakt »
Strona główna »
Strona Główna
Bocian biały on-line
Wyszukiwarka
Wczoraj i dziś
Międzyrzecze
Samorzad
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Zespół Szkolno Przedszkolny
Zespół Szkolno Przedszkolny
Międzyrzecze
Przedszkole Marcinek
Międzyrzecze
GOK
Międzyrzecze
Biblioteka
Międzyrzecze
Ośrodek Zdrowia
Międzyrzecze
Parafie
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Stowarzyszenie Przyjaciół Międzyrzecza
Międzyrzecze
OSP
Międzyrzecze
Międzyrzecze
KGW
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Zespół Międzyrzeczanie
Międzyrzecze
Emeryci
Międzyrzecze
Kluby sportowe
Międzyrzecze
Międzyrzecze
Koło łowieckie
Międzyrzecze



Pozdrowienia    dodaj
Temat miesišca
Strona główna
powrót

Kazanie ks. Jana Lecha Klimy z okazji 50-lecia ordynacji - 16.10.2011
data dodania: Niedziela 8 stycznia 2012

Kazanie wygłoszone podczas uroczystego nabożeństwa z okazji Jubileuszu 50-lecia ordynacji przez ks. Jana Lecha Klimę w międzyrzeckim kościele dn. 16.10.2011 r.

Ew.Mateusza18 w.20

„Albowiem gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni są w imię moje, tam jestem pośród nich”

       Ks. bp Jan Szarek w swoim przemówieniu z sprzed ołtarza wymienił miejsca związane z moją 50 lat trwająca służbą duszpasterską. Gdy wsłuchaliśmy się w miejsca gdzie dane było mi służyć w kościele i Panu Kościoła Jezusowi Chrystusowi. Właściwie przebyłem w ciągu tych 50 lat całą Polskę od północy po południe. Od północnej granicy wyznaczonej brzegiem Morza Bałtyckiego po południową granicę biegnącą grzbietem naszych Beskidów. Różne to były miejsca pod względem obszaru przeznaczonego do usługiwania a także pod względem ilości wiernych, tych, którym miałem wskazywać na Jezusa Chrystusa. Pierwsze miejsce to był Sopot, w którym służyłem i także ta służba połączona była ze zwiastowaniem i usługiwaniem w czasie pogrzebów, nabożeństw w Gdańsku, Gdyni i okolicznych miejscowościach. Właściwie pierwsze moje miejsce pracy w kościele, służby raczej rozciągało się na przestrzeni ponad 200 km.- od Elbląga na wschodzie poza Słupsk na zachodzie. Na tym ogromnym terenie w którym było nas tylko dwóch, mój ówczesny szef proboszcz parafii Gdańsk, Gdynia, Sopot, jednocześnie senior Diecezji Pomorsko-Wielkopolskiej ks.Edward Dietz i ja. Trzeba wziąć pod uwagę, że to były czasy w których odczuwało się jeszcze skutki minionej wojny. To były czasy powojenne, związane przede wszystkim z brakiem księży. Jak powiedziałem było nas wówczas dwóch. Dziś na tym terenie pracuje pięciu księży. Później przyszło mi obsługiwać duży teren mieszczący się w sześciu powiatach. Niejednokrotnie trzeba było jechać na nabożeństwo 4 godziny autobusami. Droga powrotna to drugie 4 godziny. Na nabożeństwie było zaledwie kilkanaście osób w kościele. I tak niektórzy z nich dojeżdżali 20, 30 km aby brać udział w nabożeństwie. Nieraz nabożeństwo odprawiało się na terenie PGR-ów, w mieszkaniu pracowników PGR-u; przy stole było 5,6 osób. Ktoś patrząc z boku mógłby powiedzieć -,,Czy to warto było 8 godzin przeznaczyć na drogę, żeby tam tylko znalazło się kilkanaście osób?”. Otóż warto było! Wziąwszy pod uwagę słowa, które przed chwilą słyszeliśmy słowa naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa który powiedział „ Albowiem gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich”. Zresztą wystarczyło też spoglądać na twarze tych ludzi, którzy również musieli się wysilić aby odbyć kilkudziesięciokilometrową podróż, aby wziąć udział w nabożeństwie. Tak warto było! Warto było dla Jezusa Chrystusa! Dla Tego u którego ci ludzie szukali pokrzepienia, posilenia, nieraz odpowiedzi na trudne problemy ich życia. Warto było! I te słowa Jezusa Chrystusa stały się przez cały ten czas pięćdziesięciu lat mojej służby w kościele mottem dającym siłę do działania, że działa się nie dla swojej zasługi, zasługi jakiegokolwiek człowieka, ale działa się dla Jezusa Chrystusa. Działa się dla Niego , bo ludzie tego potrzebują. Bo ludzie potrzebują wsparcia, nieraz podczas trudów i znojów swojego życia. Na nabożeństwo przecież przychodzi się dla Jezusa. Przeżywa się Jego obecność a On obdarza swoja mocą, On zasmuconych obdarza pociechą, chorym pomaga znosić cierpienie, wzmacnia też duchowo. Daje nadzieję w momentach kiedy czujemy się tak naprawdę znużeni, zmęczeni kiedy tracimy wszelkie nadzieje. Tak Jezus jest potrzebny! Wielu odczuwało i odczuwa Jego potrzebę. Jezus potrafi tez zmienić diametralnie życie człowieka. Takim najlepszym przykładem jest postać apostoła Pawła, który przecież początkowo był zaciekłym wrogiem Jezusa i Jego wyznawców. Za cel swojego życia postawił zniszczenie powstałego zaledwie kościoła chrześcijańskiego. A oto co się stało? Jezus odmienił Jego życie. Gdy udawał się do Damaszku na drodze spotkał Jezusa i od tego dnia z przeciwnika, zaciekłego wroga Jezusa i Jego współwyznawców, stał się najbardziej gorliwym Jego wyznawcą i apostołem. Od tego czasu uznawał -jak to napisał w I Liście do Koryntian „ za właściwe nic innego nie mieć między wami jak tylko Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego”. Od tego dnia całe życie apostoł Paweł poświęcił, aby głosić ewangelię-radosną wieść o Jezusie Chrystusie i o zbawieniu i jemu służyć. To była postawa, dominanta Jego życia. Od tego czasu na przestrzeni wielu wieków istnienia kościoła chrześcijańskiego na ziemi było wielu ludzi którzy śladem apostoła Pawła uważali też za nic innego czynić jak tylko zwiastować Jezusa Chrystusa. Opowiadać o tym kim jest on dla człowieka i co uczynił dla człowieka. Jednym z takich ludzi, którzy tez w swoim życiu spotkali Jezusa był późniejszy reformator kościoła Marcin Luter. U niego już jako młodego człowieka powstało pytanie w jaki sposób może znaleźć łaskawego Boga. Co ma czynić aby uwolnić się od grzechu i uzyskać zbawienie. To były rzeczy które go bardzo niepokoiły, gnębiły, że jest grzesznym człowiekiem i z powodu grzechów jest skazany na potępienie. Z tego lęku, z tej obawy, z tej troski o swoją przyszłość wstąpił do klasztoru. Tam w klasztorze bardzo gorliwie wypełniał wszystkie nakazy, reguły zakonne, aby odzyskać Boga, aby zapewnić sobie zbawienie. Bardzo go to gnębiło, niepokoiło; przeżywał niepokoje i troski. Dopiero gdy jeden z jego przełożonych wskazał Lutrowi na krzyż wiszący w jego celi na ścianie i powiedział: ,,To On; to dzięki Niemu możesz zyskać zbawienie. To On odpuszcza twój grzech”. Uchwycił się właśnie od tego momentu tego krzyża i ukrzyżowanego. Później kiedy dokonywał reformy kościoła jako główną i podstawową zasadę tej reformy uznał wyrażoną w słowach „solus Christus” czyli ,,tylko Chrystus” to znaczy, że jedynie Jezus Chrystus, Syn Boży jest naszym zbawicielem i pośrednikiem między człowiekiem a Bogiem. Później w Mały Katechizmie wyraził swoje myśli odnoszące się do postaci Jezusa Zbawiciela gdy objaśniał II art. Wyznania Wiary. napisał: „wierzę że Jezus Chrystus prawdziwy Bóg z Ojca Wieczności zrodzony i zarazem prawdziwy człowiek z Marii Panny narodzony jest moim Panem, który mnie zgubionego i potępionego człowieka wybawił, odkupił i pozyskał. Od wszelkiego grzechu od śmierci i władzy szatana, nie złotem ani srebrem, ale krwią swoja świętą i drogą i niewinną męką swoją i śmiercią abym był jego własnością, w Jego Królestwie żył, pod Nim i Jemu służył w wiecznej niesprawiedliwości, niewinności, szczęśliwości tak jak On zmartwychwstał żyje i króluje na wieki”. Tutaj w jakże prostych słowach, jasno i wyraźnie jest powiedziane kim dla mnie jest Jezus Chrystus i co On dla mnie uczynił. Tak nieraz może słyszymy Jego słowa- To dla Ciebie uczyniłem. A Ty co dla mnie czynisz ? Mienimy się jako wyznawcy Jezusa Chrystusa, jako chrześcijanie, także Jego uczniami, Jego naśladowcami. To jest nazwa bardzo piękna. Zawarta jest w niej bardzo bogata treść. Ale ma to być nie tylko nazwa, nie tylko o to chodzi. Chodzi o to jak nasze chrześcijaństwo ma wyglądać w rzeczywistości. Jak to ma wyglądać że jesteśmy naprawdę naśladowcami Jezusa. Co to znaczy naśladować Chrystusa? Być Jego uczniem? Poznawać przekazywane przez Niego wartości, prawdy ale później się do nich dostosowywać, zdawać egzamin z życia. Taki egzamin każdy chrześcijanin, każdy uczeń Jezusa Chrystusa powinien zdawać i to nie raz jak to w życiu nieraz po zakończeniu nauki szkolnej zdaje, a później ma się spokój. To jest egzamin który zdawać powinniśmy każdego dnia. Z tą świadomością że chrześcijanami jesteśmy nie tylko gdy uczestniczymy w nabożeństwie albo obchodzimy jakieś uroczystości, ale to powinniśmy tez przenosić na co dzień. Na współżycie z innymi ludźmi. A tutaj przykładem powinien być dla nas sam Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus. On którego określamy jako miłość. On jest miłością, wskazuje nam na Boga, który też jest miłością i z miłości posłał na ten świat Jezusa Chrystusa swojego jednorodzonego syna. Posłał go na ten świat nie dlatego, że ten świat był tak wspaniały i zasługiwał na to aby w tym świecie przebywała tak wspaniała postać. A posłał Bóg na ten świat Jezusa Chrystusa dlatego że ten świat pogrążony był w ciemnościach grzechu, nieprawości, nienawiści między ludźmi. A więc my mamy go naśladować patrząc na niego jako na miłość i naśladować też stosując miłość w swoim życiu. Jezus nie żąda od nas rzeczy niemożliwych, nie żąda rzeczy, których nie moglibyśmy wykonać, spełnić, które przewyższałyby, przerastały nasze możliwości. Aby Go naśladować i spełniać to powołanie chrześcijańskie, jak uczniów Jezusa Chrystusa winniśmy przede wszystkim patrzeć na Niego. Obserwować go i spoglądać tak jak On się zachowywał jak odnosił się do ludzi. I to do wszystkich ludzi. Nie tylko do tych którzy byli do niego przychylnie, przyjaźnie nastawieni, ale także do swych zaciekłych wrogów, przeciwników. Zawsze podstawą Jego działania była miłość- do Boga, Ojca Niebiańskiego i miłość do każdego człowieka. Często z tego powodu spotykały go zarzuty np. kiedy przyjął zaproszenie do domu celnika a ówczesne społeczeństwo celników uważało za największych grzeszników. Kiedy Jezus zasiadł przy stole wraz z tym grzesznikiem, ludzie szemrali ,, gdyby On rzeczywiście był Chrystusem jak to o nim mówią to wiedziałby co to za człowiek. W ogóle od takiego człowieka z dala by się trzymał”. A Jezus przecież właśnie przyszedł nie po to aby przebywać między jak się to mówi - ,,porządnymi ludźmi”, ale przyszedł aby zbawić grzeszników. Od ich win od grzechu i doprowadzić do Bożej bliskości. My natomiast bardzo często lubimy wydawać sądy o innych ludziach, zapominając o tym jaką postawę zachowywał, przejawiał Jezus Chrystus. Inna historia znamienna z ewangelii, kiedy to przyprowadzono do Jezusa kobietę, jawnogrzesznicę. Ci już trzymali kamienie w rękach bo powołując się na prawo ówczesne należało takie kobiety kamionować. Wówczas co Jezus uczynił? Powiedział do nich – Kto bez was jest bez winy, bez grzechu niech pierwszy rzuci w nią kamieniem-. I oto kamienie zaczęły wypadać kolejno z rąk , zaciśniętych gniewem pięści, ludzie się usuwali aż w końcu Jezus został sam z tą grzeszną kobietą. Nie robił jej żadnych wymówek, nie gromił, ale spokojnie powiedział „nikt Cię nie potępił, ja tez Cię nie potępiam. Idź i nie grzesz więcej”. To jest właśnie postawa Chrystusowa, postawa jaką jako uczniowie Jezusa Chrystusa jesteśmy powołani aby spełnić w naszym życiu. My wiemy jak trudno bywa, jak to trudno przychodzi nieraz nam przełamać nasz wewnętrzny opór czy naszą zadrę nienawiści i przebaczyć. Najlepiej od Jezusa możemy nauczyć się przebaczania. Weźmy przykład gdy Jezus cierpi ogromnie na krzyżu. Jeszcze wielu z tego tłumu naśmiewa się z niego. Wówczas normalnie z naszego ludzkiego sądu należałoby też gromić tych sprawców nieszczęścia, cierpienia, tych naśmiewców, przeklinać ich. Tymczasem co czyni Jezus? Mimo ogromnych swoich cierpień woła „Ojcze odpuść im bo nie wiedzą co czynią”. Czy trzeba nam jakiś mądrych wykładów teologicznych aby zrozumieć kim my jako chrześcijanie winniśmy być? Czy trzeba nam jeszcze czegoś więcej do tego dopowiadać? Wziąć z Jezusa przykład, brać wzór. Jakże inny byłby świat, gdyby chrześcijanie jak powiedziałem mieniący się uczniami Jezusa Chrystusa rzeczywiście prawdziwie chcieli naśladować Jezusa w swoim codziennym życiu., współżyciu z najbliższym otoczeniem, w pracy, gdziekolwiek jesteśmy. Niestety daleko nam jeszcze do tego. Dlatego trzeba nam ustawicznie przypominać że Jezus Chrystus jest przy nas, chce być wśród nas, gdy nawet najmniejsza garstka się zbierze, aby ten czas przeznaczyć na modlitwę wspólną, na rozważanie ewangelii, to wówczas on jest zgodnie ze swoją obietnicą:„Albowiem gdzie dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich”. Na koniec chciałbym zwrócić uwagę że cieszę się to jest właśnie też może jakiś promyk wypływający z tego słowa Jezusowego, że zgromadzeni jesteśmy w dzisiejszą niedzielę, jako członkowie dwóch sąsiadujących społeczności ewangelickiej i katolickiej, i to współżycie, które przebiega w czasie różnych uroczystości: nabożeństw, dożynek i wielu innych wydarzeń także dzisiaj jest w istocie potwierdzeniem i  podsumowaniem tego, że staramy się w naszym współżyciu naśladować Jezusa Chrystusa, staramy się być prawdziwymi nie tylko z nazwy,  Jego uczniami. To jest może też taki optymistyczny akcent, który zostaje też jeszcze opromieniony tymi jesiennymi promieniami słońca padającymi poprzez okna tego kościoła. Niechaj i to słońce jak najdłużej świeci a przede wszystkim najbardziej przyświeca blask bijący z postaci naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Amen.
 
 
 
 

powrót
Komentarze

W celu dodania komentarza musisz być zalogowany na forum serwisu miedzyrzecze.org.pl. Jesli posiadasz konto kliknij w link i zaloguj się.
Copyright ⓒ Stowarzyszenie Przyjaciół Międzyrzecza 2007-2015